poniedziałek, 7 grudnia 2009

Co ma wspólnego chiński bambus z MLM?

"Opowiem Wam historię o chińskim bambusie. Jest to roślina, której nasiona sadzi sie do ziemi i przez pierwszy rok podlewa, nawozi, ale nic nie wyrasta. W drugim roku trzeba podlewać, nawozić i dalej nic. W trzecim roku dalej trzeba podlewać, nawozić i dalej nic. W czwartym roku dalej trzeba podlewać, nawozić i dalej nic. W piątym roku dalej nic.
I nagle w szóstym roku, w przeciągu dwóch tygodni roślina osiąga wielkość kilkunastu metrów. Wręcz w oczach rośnie. Można by się zastanawiać co nasiona robią tak długo w ziemi. Otóż przez te sześć lat budują olbrzymi system korzeniowy siegający kilkudziesięciu metrów."


Ten przyklad to analogia naszej pracy w MLM, ale nietylko. Dotyczy zarówno biznesu, sportu, sztuki, nauki, rozwoju osobistego itp. W każdej dziedzinie żeby urosnąć, trzeba najpierw zapuścić korzenie. Żeby czerpać duże dochody z MLM, trzeba budowac sieć. Na początku nie widać dużych efektów, startujemy od zera lub z kilkoma osobami w grupie, które niekoniecznie chcą budować sieć podobnie jak Ty. Przez kolejne miesiące mimo znikomych efektów dalej zapraszasz do współpracy kolejne osoby, wśród nich pojawiają się osoby, które podobnie jak Ty chcą budować swoją sieć sprzedaży. Zaczyna coś się dziać. Te osoby podobnie jak Ty muszą powpisywać sporo osób nim trafią na osoby, które podobnie jak Ty i one będą chciały budować sieć, gdy je znajdą wówczas ich sieć rozwija się, a Twoja zaczyna rozrastać się. Zaczynasz zarabiać konkretne pieniądze.

Pamiętaj najtrwalsze są te rośliny, które mają największe korzenie. A więc nie zrażaj się, gdy nie widzisz długo efektów. Często chcielibyśmy jeść owoce zanim urośnie drzewo. Często chcielibyśmy dużo zarabiać w MLM zanim rozbudujemy "konkretną" sieć. Tak się nie da. Najpierw sadzimy nasiono ( podejmujemy decyzję, że chcemy budować sieć ), podlewamy naszą roślinę ( osobista sprzedaż i rekrutacja ). Nasze nasiono zaczyna puszczać stopniowo korzenie ( pomału buduje się sieć, promujemy nowych liderów ). Wkońcu po długich staraniach ( podlewaniach ) zaczyna wyrastać drzewo - to Twoja stabilna sieć sprzedaży, przynosząca konkretne dochody.

Wytrwałości w hodowaniu chińskiego bambusa ;)


Czytaj dalej...

Ludzie Sukcesu 16/2009

Za nami fantastyczny katalog 16! Przed nami jeszcze lepszy katalog świąteczny nr 17 :D

Serdecznie gratuluję wszystkim osobom, które wykorzystały magię świątecznego katalogu i postawiły kolejny krok ku swojej finansowej niezależności. Oto lista osób, które zasługują w sposób szczególny na wyróżnienia:

http://www.marketingsieciowy.strona.pl/ludzie_sukcesu.html

Pozdrawiam

Czytaj dalej...

czwartek, 3 grudnia 2009

Umiejętności komunikacyjne - schodami do nieba ...

Dziś chciałabym Was zaprosić do przeczytania artykułu o komunikacji międzyludzkiej. Autorką tekstu jest Magdalena Chwał - Niezależny Dyrektor Klubu Oriflame - osoba niezwykle entuzjastyczna i wykonująca swoją pracę z ogromną pasją.


Fantastycznym momentem w pracy Lidera Oriflame jest promowanie nowych Liderów. Możemy wtedy obserwować niezwykłą przemianę osób, z którymi współpracujemy, ich rozwój, pierwsze spełnione marzenia.

Ale zdarzają się też trudne chwile. Gdy dwójka różnych ludzi z odmiennymi wizjami, potrzebami, sposobami wyrażania swoich myśli i odczuć współpracuje ze sobą, może dochodzić do konfliktów i nieporozumień.
Dlatego niezwykle istotne w naszej pracy -ale także, a może szczególnie w życiu - są umiejętności komunikacyjne.

Na warsztatach z Jackiem Santorskim poznałam metodę rozmowy, która pozwala nam pomóc naszemu współpracownikowi, nie narzucając mu „złotych porad” i zmotywować go do szybkiego rozpoczęcia działania. Metoda nazywa się schody do nieba i składa się z pięciu etapów. Rozumianą po mojemu, przedstawiam Wam ja poniżej.

Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas konsultant i mówi „Nie umiem nic sprzedać”. Bardzo często wtedy my zaczynamy: „Musisz w takim razie iść jeszcze tu i tu, powiedzieć to i to, tak i tak dać katalog….”. Oczywiście mówimy to w dobrej wierze, bo naprawdę chcemy pomóc. Okazuje się jednak, że takie „dobre rady”, wcale nie są jako takie odbierane i niekoniecznie nasi konsultanci z nich korzystają.

Rozmowa może wyglądać inaczej, przynosić wymierne efekty i pogłębiać relację. Wystarczy, że zaczniemy ćwiczyć i ze szczerym przekonaniem stosować kilka prostych zasad.

• Zanim zaczniemy pouczać, dobrze jest najpierw wysłuchać i zrozumieć naszego rozmówcę. Dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi, co czuje, jak widzi swoją sytuację, okazać przy tym zrozumienie i akceptację. Ważne jest również dostrojenie swojego sposobu mówienia, zachowania, a nawet oddechu do siedzącej naprzeciw nas osoby.
Gdy dowiesz się już, z czym przychodzi do Ciebie Twój współpracownik, powiedz mu o tym – „Z tego co mówisz, rozumiem, że…”

• Następnie ważne jest, aby upewnić się, że rozmówca liczy na naszą pomoc, że chce, abyśmy pomogli mu rozmawiać problem, z którym przychodzi i jest gotowy na wysłuchanie i przyjęcie naszych wskazówek. Jestem pewna, ze każdy z Was zna doskonale sytuację, gdy my wyrzucamy z siebie 300 pomysłów na minutę, a nasz konsultant na każdy ma swoje „tak, ale…”.
Aby tego uniknąć, dobrze jest zawrzeć kontrakt – „Z tego, co zrozumiałam bardzo chcesz zarobić w Oriflame pieniądze, ale zupełnie nie wiesz, jak zabrać się za rekrutację innych osób niż najbliżsi znajomi i tym bardziej proponuję, abyśmy teraz usiedli i o tym porozmawiali. Na pewno będę mogła udzielić Ci kilku wskazówek. Czy jesteś na to gotowy?”

• Dopiero teraz przychodzi czas na rozmowę. Tutaj możemy wspólnie wymyślić, co zrobić i zastanowić się nad rozwiązaniem problemu. Warto zapytać, jak widzi to nasz rozmówca i jakie rozwiązania on proponuje. Czasem sytuacja wymaga, abyśmy po prostu powiedzieli, co należy zrobić. Śmieszne są rozmowy, gdy pytaniami próbujemy nakierować zagubionego już zupełnie konsultanta na „jego” właściwe rozwiązanie. Naprawdę nie można coachować każdego i zawsze.
Aby ochronić się przed wciągnięciem w grę (więcej o grach i trójkacie dramatycznym na http://kamilamolinska.blogspot.com/2009/10/lider-mlm-w-trojkacie-dramatycznym.html

zachęcam do lektury) w roli wybawcy, dobrze jest zapytać: „Jak sobie wyobrażasz, że mogę Ci pomóc?” lub „Co właściwie mogę dla Ciebie zrobić?”

• Istotne jest, aby wyniki rozmowy zostały podsumowane i aby zrobił to nasz rozmówca. Sprawdzimy wtedy, na ile się zrozumieliśmy i co wyciągnął on z proponowanych rozwiązań. Jest to etap po prostu niezbędny! Gdy go brak, może dochodzić do wielu nieporozumień. Konsultant mówi nam, że będzie od teraz DUŻO pracował. My rozumiemy „dużo” jako 3 spotkania dziennie, a on jako dwa w tygodniu. Umawiamy się z nim, że będzie wykonywał 10 telefonów dziennie, on się na to zgadza, ale chce dzwonić na początku przy nas. My natomiast myślmy, że będzie to robił samodzielnie i gdy po 3 dniach okazuje się, że do nikogo nie zadzwonił, jesteśmy bardzo zdziwieni – „Bo przecież nie tak się umawialiśmy!”
Sformułowania: „Chciałbym, abyś teraz podsumował nasze ustalenia.”, „Powiedz, co w takim razie zamierzasz zrobić.”, „Jak po naszej rozmowie, będziesz radził sobie w takich sytuacjach.” powinny na stałe wejść do naszego słownika i prowadzonych rozmów

• Dotarliśmy do ostatniego etapu. Często jednak zapominamy o jego ważności – dumni z siebie kończymy rozmowę, zostawiając naszego interlokutora pełnego pomysłów i motywacji do działania, by sobie ostygł i zapomniał o tym, co planował zrobić. Ten etap to
chwila, aby podjąć działanie.
„To zadzwońmy teraz do Twoich koleżanek, aby zaprosić je na prezentację.” „Cieszę się, że chcesz w tym katalogu zrobić 200 PP i wiesz już doskonale jak to osiągnąć, co w takim razie zrobisz jeszcze dziś, aby zbliżyć się do swojego celu?”

Oczywiście taki sposób rozmowy nie jest łatwy. Wymaga od nas empatii, cierpliwości, zaangażowania i czasu. Na pewno też przy pierwszych próbach pojawią się pewne niedociągnięcia. Jednak jak prawie wszystkiego tego również można się nauczyć, wystarczy tylko intensywnie ćwiczyć. Ja od pewnego czasu właśnie to robię.

Życzę Wam powodzenia! I dziękuję Karolinie K za natchnienie wczoraj.

Magda C


źródło: http://oriflameteam.blogspot.com/2009/12/schodami-do-nieba.html


Czytaj dalej...

czwartek, 26 listopada 2009

Szkoła życia: "Tych, których kocham karcę i ćwiczę"

Od maja tego roku spotykały mnie bolesne doświadczenia. Najbardziej stresujący dla mnie jednak czas rozpoczął się w sierpniu tego roku, gdy lekarze wykryli poważną chorobę genetyczną serca w mojej rodzinie, którą niestety często się dziedziczy ... nie życzę tego stresu, bólu i lęku, z którym się borykaliśmy, nikomu. Dwa dni po usłyszeniu tej strasznej diagnozy, osoby którym ufałam poddały mnie niesprawiedliwemu osądowi, który do dziś mnie boli i nie sposób zapomnieć, wybaczyłam, ale rany pozostały ...

"Tych, których kocham karcę i ćwiczę"

Miesiąc temu potwierdziło się kilka złych diagnoz i zaczął się czas jeżdźenia po kardiologach ze sobą i córeczką, aby wykluczyć chorobę, gdyż jest bardzo niebezpieczna ( ryzyko nagłej śmierci sercowej ) 12, 13, 16.11 to dni które spędziłam na szczegółowych badaniach i które były dla mnie trudne. 16.11.2009r wykluczono u mnie kardiomopatię, stwierdzono wypadanie przedniego płatka zastawki, ale to "pikuś" no i na dzień dzisiejszy jestem zdrowa, mam zmienione leki na nadciśnienie tętnicze, gdyż poprzednie bardzo źle na mnie oddziaływały i powinnam czuć się coraz lepiej ... odetchnęłam troszkę, ale dalej się bałam, bo jeszcze przede mną były badania córeczki. Z drugiej strony czułam pokój w sercu i miałam pewność, że wszystko będzie dobrze: "Panie nie po to dokonałeś cudu narodzin Karolinki, aby teraz miało być źle" ( szczegóły tutaj: www.woczekiwaniunadziecko.strona.pl/cud.html )

Cały tydzień przygotowywałam Karolinkę do badań, bawiłyśmy się w lekarza, pokazywałam co pan doktor będzie robił, żeby niczym nie była zaskoczona i nie bała się, gdyż badania troszkę trwają. I tak 20.11 pojechaliśmy z mężem do kardiologa na badania z córeczką i okazało się, że córeczka nie ma kardiomopatii, którą stwierdzono w rodzinie i nie odziedziczyła po mamie wypadania zastawki, a po tacie innej choroby serca ( z oby dwóch stron maleńka była obciążona ), na szczęście serduszko ma zdrowe. Dziękuję Ci Panie! Karolinka była dzielna, nie bała się i robiła wszystko jak mama ją nauczyła. Byłam i jestem z niej dumna!

Przez cały ten czas Pan Bóg wspierał mnie swoim słowem i zapewniał, że prawda zawsze zwycięża i że będzie mi błogosławił i pobłogosławił zdrowiem. Błogosławił i błogosławi również w życiu osobistym, pracy na etacie, w "świecie wizażu" i w Oriflame, z którym byłam gotowa się rozstać, po sierpniowym incydencie. Nie miałam czasu i chęci na zajmowanie się Oriflame, więc kolejnym błogosławieństwem i znakiem jest, że co chwilę ludzie sami się wpisują do mojej struktury poprzez www???

Teraz pozostało nam czekać na dalsze diagnozy, mam nadzieję, że będą one pomyślne i obejdzie się bez wszczepienia defibrylatora u jednego członka rodziny ( celowo nie piszę o kogo chodzi, myślę, że ta osoba tego nie chce. Ufam, że wszystko zakończy się dobrze ).

Serdeczne podziękowania dla dr. nauk med. Jarosława Rycaj kardiologa dziecięcego z kliniki z Zabrza, rzadko spotyka się dzisiaj takich lekarzy ... z powołaniem, którzy z taką miłością i troską dbają o swoich malutkich pacjentów.

W Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu prowadzone są badania, których celem jest zbudowanie polskiego sztucznego serca. Dla wielu ludzi, w przypadku najpoważniejszych schorzeń układu krążenia, sztuczne serce może być jedynym ratunkiem. Zaglądając na stronę fundacji, możesz wesprzeć ten cel. Po prostu wejdź na stronę i kliknij!


Może były to bolesne doświadczenia, ale dziękuję za nie Bogu, dzięki nim poraz kolejny mogłam odczuć niesamowitą bliskość i błogosławieństwo od Boga, a będąc tak blisko NIEGO mogłam się wiele nauczyć i stać się lepszym człowiekiem.

"Nigdy nikogo mniej, zawsze każdego najbardziej. Niepowtarzalnie choć tak samo najmocniej - kocha Bóg"


Czytaj dalej...

środa, 4 listopada 2009

Planowanie czasu

Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany, aby przeprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał wiec do dyspozycji tylko jedna godzinę by wyłożyć swój przedmiot.

Stojąc przed tą elitarną grupą (która gotowa była zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział:
-Przeprowadzimy doświadczenie.
Spod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą. Następnie wyjął około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentowi zapytał ich:
- Czy dzban jest pełen ?- wszyscy odpowiedzieli:
- Tak.
Poczekał kilka sekund i dodał:
- Na pewno?
Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce miedzy kamieniami... aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał:
- Czy dzban jest pełen?
Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział:
- Prawdopodobnie nie.
- Dobrze - odpowiedział stary profesor. Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwaga wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolna przestrzeń miedzy kamieniami żwirem. Jeszcze raz zapytał:
- Czy dzban jest pełen?
Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem:
- Nie
- Dobrze - odpowiedział stary profesor. I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi. Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich:
- Jaka wielka prawdę ukazuje nam to doświadczenie?
Jeden z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział:
- To pokazuje, ze nawet, jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia
- Nie - odpowiedział stary profesor
-To nie o to chodziło. Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie jest następująca:, jeśli nie włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe".
Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego stwierdzenia. Stary profesor zapytał ich:
- Co stanowi kamienie w waszym życiu? Wasze zdrowie? Wasza rodzina? Przyjaciele? Zrealizowanie Marzen? Robienie tego, co jest wasza pasja? Uczyć się? Odpoczywać? Dąć sobie czas...? Albo jeszcze cos innego? Należy zapamiętać, ze najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do życia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrać... własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mięć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy życia. Zatem nie zapomnijcie zadąć sobie pytania: "Co stanowi kamienie w moim życiu?" Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia)
Przyjacielskim gestem dłoni, stary profesor pozdrowił audytorium i powoli opuścił sale...

Czytaj dalej...

wtorek, 27 października 2009

Czym jest dla Ciebie sukces? Powodem dumy czy pychy?

Często zaglądam na bloga Marcina Hanke - psychologa, który swoimi artykułami skłania czytelników do wartościowych refleksji. Pisząc o pozytywnym myśleniu i jego skutkach nie zawsze pożytecznych, skłonił mnie do dalszych refleksji.

Kiedy mamy do czynienia ze szlachetną dumą, a gdzie zaczyna się pycha? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie trzeba najpierw zastanowić się czym jest pycha.

"Pycha jest zwierciadłem, które zawsze schlebia: pomniejsza nasze wady, powiększa nasze cnoty".

Pycha to wysokie mniemanie o sobie samym, wyniosłość, zarozumiałość, próżność. Pycha jest zwyczajnie niedostrzegalna, bo bardzo trudno jest uzmysłowić sobie, że jesteśmy mniej warci, niż nam się wydaje. Człowiek pyszny uważa się za stworzenie idealne i absolutnie dobre. W konsekwencji ufa tylko i wyłącznie samemu sobie, widząc w swoich możliwościach i osiągnięciach szczyt wszystkiego, co istnieje. Taki człowiek nie liczy się ze zdaniem innych, nie doceniając ich i traktując z pogardą. Człowiek pyszny uważa, że tylko on może rozdawać coś innym, by w ten sposób pokazać swoją wyższość nad nimi i swoje miejsce w społecznej hierarchii. Ta jego „łaskawość” pozwala mu poczuć się lepszym.


Wywyższanie siebie pod pretekstem godności, altruizmu, działań charytatywnych, sprawowanego urzędu lub stopnia naukowego – to pycha. Ale, niedocenianie oraz poniżanie innych, również jest pychą. Ileż określeń i definicji kryje w sobie jedno słowo, ale też ile konsekwencji może z niej wynikać jeśli stanie się czynnikiem działań człowieka. Pycha niszczy porozumienie w przyjaźni, nie pozwala przyjąć rady, przyznać się do błędu i do niewiedzy. Z pychą wiąże się też wybujała potrzeba niezależności.


Jak walczyć z pychą i wyrobić w sobie szlachetną dumę?
Odpowiedź jest prosta - POKORA.
Ks. Józef Pierzchalski SAC, pisze:

"Aby wyrobić pokorę, potrzebna jest głęboka samoanaliza i samokrytycyzm. Tymczasem kultura skłania nas do negowania naszych przywar albo usprawiedliwiania ich przez racjonalizację. Ciągła niepewność doprowadza do chorobliwie niskiego poczucia własnej wartości, braku pewności siebie, choćby – paradoksalnie – pod pozorem pychy. Tymczasem pokora to uznanie daru Bożego i wdzięczność za niego. „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz”, pyta święty Paweł w Liście do Koryntian (1 Kor 4, 7).


Pokora jest dumna, ale nigdy nie będzie się pysznić. Jest prawdą i dlatego każe nam zauważyć nasze słabości. Trzeba jednak wyjść od rozpoznania własnej godności i dopiero później zobaczyć swą niedoskonałość. Nie można też zapominać o pokusie niecierpliwości. Już święty Jan od Krzyża powiedział, że za szybko staramy się zostać świętymi. Im więcej podejmujemy trudnych postanowień, tym częściej upadamy. Wtedy jesteśmy źli na siebie, pojawia się niepotrzebna irytacja. Jeśli za bardzo ufamy sobie – brak nam pokory. Pokora, to uznanie własnej małości w zestawieniu z wielkością Boga. Jej istotą jest poczucie zależności od łaski Bożej i chęć podporządkowania własnej woli Bogu. Człowiek działający pod wpływem pokory nie potrzebuje pochlebstw, nie porusza go ani obraza, ani cudze lekceważenie. Nie wstydzi się swojego pochodzenia, pozycji społecznej ani uczciwego zawodu. Człowiek skromny nie jest przewrażliwiony, nie tkwi ciągle w defensywie, potrafi ustąpić. Ma w sobie radość i pokój wewnętrzny – owoce pokory".

Opracowano na podstawie artykułu ks. Józefa Pierzchalskiego SAC


Czytaj dalej...

sobota, 24 października 2009

Jeśli chcesz mieć pieniądze bez pracy, to najpierw musisz nauczyć się pracować bez pieniędzy

Jeśli chcesz kiedykolwiek osiągnąć jakiekolwiek rezultaty, to najpierw musisz się nauczyć pracować bez rezultatów. Czyli jeśli chcesz mieć pieniądze bez pracy, to najpierw musisz nauczyć się pracować bez pieniędzy. To prawo dotyczy wszelkich dziedzin, w których ludzie osiągają sukcesy. Np. wielcy artyści latami tworzyli zanim stali się sławni. Wielcy sportowcy latami trenowali zanim osiągnęli poziom olimpijski, Thomas Edison wykonał ponad 10 tysięcy prób z najprzeróżniejszym materiałem zanim wynalazł żarówkę.

Czy jesteś gotów wygospodarować dziennie dwie, może trzy godziny, żeby nauczyć się działać zgodnie z zasadami sukcesu? Nie przyniesie Ci to błyskawicznych korzyści finansowych, ale da Ci szansę na stopniowy proces dojrzewania, a w konsekwencji na pieniądze bez pracy.


Naucz się inwestować
Z pojęciem inwestycja spotykamy się głównie mając do czynienia z finansami. Inwestujemy w akcje, nieruchomości, wkładamy kapitał do banku na procent itp. Ale pojęcie inwestycji dotyczy również Twojego czasu.
Na czym ono polega? Jego zasady są analogiczne do praw obowiązujących w finansach.
Są dwie główne zasady inwestycji finansowych:
1. Nigdy nie inwestuj wszystkich pieniędzy jakie masz - z części musisz żyć.
2. Musisz zrozumieć, ze wynagrodzenie będzie opóźnione. Na zysk trzeba poczekać kilka miesięcy, a często nawet i lat.


Analogicznie, stosując te same dwie reguły można (a nawet trzeba) inwestować czas:


1. Wyznacz sobie czas, który zainwestujesz w biznes. Najlepiej wieczorami, zamiast oglądać telewizor.
2. Nie spodziewaj się szybkich rezultatów. Wartości, które przychodzą szybko i łatwo, na ogół są niewiele warte.


Jest wiele sposobów, żeby szybko zarobić pieniądze, ale te wszystkie metody robią z Ciebie niewolnika. Wolność rozpoczyna się od dochodu pasywnego, od momentu, kiedy nie musisz pracować dla pieniędzy, bo pieniądze pracują dla Ciebie. Ale na to najpierw musisz sobie zasłużyć.
Po czym poznać, że zrozumiałeś zasadę opóźnionego wynagrodzenia?


Po tym, że z takim samym entuzjazmem przyjmujesz sukces, jak i porażkę. Natomiast niedojrzałość poznać po tym, że chwilowy upadek zaczynasz traktować jak klęskę.

Upadek jest naturalnym następstwem podejmowania prób. Klęska natomiast, następuje dopiero wtedy, gdy rezygnujesz z ich podejmowania. Naucz się rozróżniać te dwie rzeczy. Upadki są potrzebne, bo Cię uczą. Im więcej razy upadasz, tym stajesz się silniejszy. Klęska, natomiast, to świadomie podjęta decyzja, że już więcej nie spróbujesz, to skazanie swojego życia na mierność.

źródlo: http://sukces.l.pl/praca.html





Gdzie możesz nauczyć się pracować najpierw bez pieniedzy?
W marketingu sieciowym.
Poświęcasz 2-3 godziny dziennie na budowanie biznesu ( budowanie sieci ). Na początku zarabiasz marne 100-400zł na miesiąc, ale robiąc to samo przez rok, dwa Twoje zarobki zwiększają się do 4.000 - 6.000zł na miesiąc. Budujesz sieć dystrybucji dzisiaj, by za kilka lat mieć pieniądze bez pracy.

W tym miejscu możesz rozpocząć budować swój biznes
Dołącz do mojego zespołu >>

( w przypadku komunikatu: Zbyt długa nieobecność w serwisie Spróbuj ponownie proszę wyjść ze strony i kliknąć jeszcze raz na podany link. Powinno pojawić się okno do rejestracji ).


Czytaj dalej...